Pierwszy raz w historii bloga tegoż (gruba historia - jedenasty post ledwie) nie będzie ani o płycie, ani o wykonawcy ogólnie. Jeno o piosence. Co lepsze - o piosence, którą twórca jej traktuje po macoszemu, wypowiadając się o niej często z lekceważeniem, iż stworzona została w 5 minut, a nagrana w drugie tyle. "But Not Tonight" mojego najulubieńszego Depeche Mode - nieskomplikowana to - zarówno w warstwie muzycznej, jak i tekstowej - piosnka, a sam zainteresowany (czyli Martin Gore, twórca zdecydowanej większości repertuaru Depeche Mode) 7 lat później pyta "czy prostota jest najlepsza, czy po prostu najłatwiejsza" w songu "Judas". Lecz czy prostota nie może być piękna?
Jak został utwór postrzeżony, tak i wylądował - czyli jako B-side na singlu "Stripped" w 1986 roku. Jedynie amerykański oddział Sire wydający płyty Depeche Mode w Stanach Zjednoczonych poznał się na utworze i wydał - zamiast "Stripped" - jako utwór promujący album. Odbiorcy amerykańscy już się jednak nie poznali tak dobrze na nim i za oceanem utwór sukcesów żadnych nie odniósł. Czy słusznie? Według mnie - nie do końca:
Taki sobie miły synth-popowy utwór, mający w zasadzie wszystko, by w latach 80-tych stać się hitem. Czego zabrakło? Odpowiedniej promocji? Być może była to kwestia tego, że Depeche Mode było już postrzegane jako zespół "dziwny" i jego "hity" niejako pod publikę nie miały szansy zaistnieć, bo ludzie w większości automatycznie skreślali ich twórczość jako zainteresowania niegodną. Fanów natomiast raził wtedy - w 1986 - swą cukierkowatością, widoczną szczególnie na tle znajdującego się na stronie A singla "Stripped" (chociaż po czasie "But Not Tonight" stało się wśród fanów DM jednym z ulubionych utworów - ot, ironia):
Czasu nie upłynęło zbyt dużo, kurz po "But Not Tonight" zdążył był opaść i przykrył ten miły utwór grubą warstwą zapomnienia dla większości. 18 lat później - w 2004 roku - Jimmy Sommerville (pamiętany teraz zapewne głównie z Bronski Beat i ich wielkiego hitu "Smalltown Boy") próbował odkurzyć ten mało znany utwór na modłę nibydyskotekową, sukcesu jednak - podobnie jak jego koledzy z DM niemal 2 dekady wcześniej - nie odnosząc. Wersja jego szczególnością żadną nie grzeszy i entuzjazmu mego nie wzbudza, przytoczyć jednak wypada:
Inaczej zupełnie ma się z o 3 lata starszą wersją zaprezentowaną przez wokalistę Stone Temple Pilots - Scotta Weilanda - na potrzeby ścieżki dźwiękowej filmu "Not Another Teen Movie". O ile może i dziwnym nie jest, że Scott jakąś estymą DM darzy, o tyle wybór utworu - pamiętając jaką muzykę wykonywali choćby STP - już zaskoczeniem był niemałym. Na tym jednak zaskoczeń nie koniec, gdyż Weiland zinterpretował ten utwór nieomal balladowo, co zabrzmiało bardzo smakowicie. Zaprezentuję tu wersję na żywo, którą niedawno odkryłem, a która również bardzo mi się podoba. Jest taka trochę bardziej z pazurem. I ta gitarka tam tak ładnie plumka...
Dlaczego jednakże ten utwór - który bardzo lubię, ale który nie łapie się do mojego prywatnego TOP10 utworów DM (oj, ciężko by mi było cuś takiego skroić... ale i tak BNT się nie łapie) - stał się bohaterem tejże notki?
Otóż Depeche Mode w tej chwili promują swoją ostatnią płytę "Delta Machine". Jedną z perełek jest właśnie quasi-akustyczna wersja "But Not Tonight" z Martinem na wokalu, która brzmi obłędnie pięknie. Odnotować należy, że utwór ten po raz pierwszy właśnie podczas tej trasy został zaprezentowany na żywo - po 27 latach od jego wydania. W Europie był grany rzadko (Warszawa się niestety nie załapała), za to Ameryka dostała ten utwór na każdym niemal koncercie tylko dlatego, że Martinowi wydawało się, że skoro tam został wydany na singlu, to amerykańcom się należy go zagrać. W tej chwili chłopaki już powrócili do Europy, ale - odpukać w niemalowane - wciąż to grają, zdaje się że - o ile nie na każdym - to na lwiej części koncertów. Obyśmy doczekali się tego również w lutowej Łodzi. Bo - o Boże - brzmi prześlicznie. A ta końcóweczka - ciareczki... Niestety, wideo jakie udało mi się znaleźć i dołączyć, to niemal pełny zapis jedynego profesjonalnie nagranego koncertu zawierającego "But Not Tonight", więc aby go usłyszeć trzeba sobie przewinąć do 29 minuty i 20 sekundy. Albo obejrzeć cały koncert - też jest miło.
Taki sobie miły synth-popowy utwór, mający w zasadzie wszystko, by w latach 80-tych stać się hitem. Czego zabrakło? Odpowiedniej promocji? Być może była to kwestia tego, że Depeche Mode było już postrzegane jako zespół "dziwny" i jego "hity" niejako pod publikę nie miały szansy zaistnieć, bo ludzie w większości automatycznie skreślali ich twórczość jako zainteresowania niegodną. Fanów natomiast raził wtedy - w 1986 - swą cukierkowatością, widoczną szczególnie na tle znajdującego się na stronie A singla "Stripped" (chociaż po czasie "But Not Tonight" stało się wśród fanów DM jednym z ulubionych utworów - ot, ironia):
Czasu nie upłynęło zbyt dużo, kurz po "But Not Tonight" zdążył był opaść i przykrył ten miły utwór grubą warstwą zapomnienia dla większości. 18 lat później - w 2004 roku - Jimmy Sommerville (pamiętany teraz zapewne głównie z Bronski Beat i ich wielkiego hitu "Smalltown Boy") próbował odkurzyć ten mało znany utwór na modłę nibydyskotekową, sukcesu jednak - podobnie jak jego koledzy z DM niemal 2 dekady wcześniej - nie odnosząc. Wersja jego szczególnością żadną nie grzeszy i entuzjazmu mego nie wzbudza, przytoczyć jednak wypada:
Inaczej zupełnie ma się z o 3 lata starszą wersją zaprezentowaną przez wokalistę Stone Temple Pilots - Scotta Weilanda - na potrzeby ścieżki dźwiękowej filmu "Not Another Teen Movie". O ile może i dziwnym nie jest, że Scott jakąś estymą DM darzy, o tyle wybór utworu - pamiętając jaką muzykę wykonywali choćby STP - już zaskoczeniem był niemałym. Na tym jednak zaskoczeń nie koniec, gdyż Weiland zinterpretował ten utwór nieomal balladowo, co zabrzmiało bardzo smakowicie. Zaprezentuję tu wersję na żywo, którą niedawno odkryłem, a która również bardzo mi się podoba. Jest taka trochę bardziej z pazurem. I ta gitarka tam tak ładnie plumka...
Dlaczego jednakże ten utwór - który bardzo lubię, ale który nie łapie się do mojego prywatnego TOP10 utworów DM (oj, ciężko by mi było cuś takiego skroić... ale i tak BNT się nie łapie) - stał się bohaterem tejże notki?
Otóż Depeche Mode w tej chwili promują swoją ostatnią płytę "Delta Machine". Jedną z perełek jest właśnie quasi-akustyczna wersja "But Not Tonight" z Martinem na wokalu, która brzmi obłędnie pięknie. Odnotować należy, że utwór ten po raz pierwszy właśnie podczas tej trasy został zaprezentowany na żywo - po 27 latach od jego wydania. W Europie był grany rzadko (Warszawa się niestety nie załapała), za to Ameryka dostała ten utwór na każdym niemal koncercie tylko dlatego, że Martinowi wydawało się, że skoro tam został wydany na singlu, to amerykańcom się należy go zagrać. W tej chwili chłopaki już powrócili do Europy, ale - odpukać w niemalowane - wciąż to grają, zdaje się że - o ile nie na każdym - to na lwiej części koncertów. Obyśmy doczekali się tego również w lutowej Łodzi. Bo - o Boże - brzmi prześlicznie. A ta końcóweczka - ciareczki... Niestety, wideo jakie udało mi się znaleźć i dołączyć, to niemal pełny zapis jedynego profesjonalnie nagranego koncertu zawierającego "But Not Tonight", więc aby go usłyszeć trzeba sobie przewinąć do 29 minuty i 20 sekundy. Albo obejrzeć cały koncert - też jest miło.













