wtorek, 6 sierpnia 2013

Biegajstwo

Dziś tematycznie polecim. Jaki temat - widać. Otóż lubię sobie od czasu do czasu zad popocić biegając. Za grosz w tym nie ma systematyczności nijakiej, wyznaczania celów, czasówek, sprawdzania tętna, kupowania ciuchów do biegania. Nic. Czasem biegam przez 2-3 tygodnie dzień w dzień, by potem z byle powodu - czy to pogoda brzydka, czy to zmęczenie, czy przeziąbanie albo zwykłe niechcenie - odwrócić się od biegania na 2 miesiące. Puryści od biegania byliby zapewne zniesmaczeni i w ogóle określiliby moje tu się na ten temat uwyzewnętrznianie jako żenujące. Zapewne mieliby rację. Newermajnd, jak to mawiała Nirvana.

Co ciekawym jest - nie słucham muzyki podczas biegania. Tak właśnie - ja, który sam się określam jako typ, któremu bez słuchania muzyki źle i nieswojo. Nie próbowałem ani razu biegać przy muzyce, ale jakoś nie jestem przekonany do tego konceptu, wobec czego pewnie nigdy nie spróbuję. W bieganiu podoba mi się to, że można sobie swoje myśli przemielić przy tym się wypacaniu. A że myśli mam niewiele, to i biegam krótko.

No więc jakże to? O czym tu ma być dzisiejsza notka? Ano o piosneczkach, które w jakikolwiek sposób o biegajstwie, uciekajstwie lub innych czynnościach angażujących nóżek rychłe przebieranie traktują.

Wystartujemy z U2 i "Running To Stand Still". Utwór, który w niesamowitych okolicznościach odkryłem na koncercie w Chorzowie w 2005 roku. Centralnie się poryczałem na tym kawałku, takie emocje mną wtedy targły. Mimo iż kawałek był mi już wcześniej znany i jakiegoś szczególnego niepokoju we mnie nie wzbudzał. Nie udało mi się już nigdy znaleźć wykonania tego utworu, które by mnie tak poruszyło. Niestety, wykonu z Chorzowa'05 już mi się na youtubie odnaleźć nie udało, więc się wspomożemy wykonaniem z oficjalnego DVD z Chicago z tamtej pamiętnej trasy - Vertigo Tour. Ale to już nie ta moc co u nas...


No uwielbiam po prostu jak Edge tam sobie plumka na pianinku. Cudnie. A gdy pod koniec wchodzi tekst "Biegnie ulicami, z ogniem w jej oczach, pośród deszczu padającego z ciemnych chmur, i przynosi mi białe złoto i perły wykradzione morzu. Pełna wściekłości i z burzą wybuchającą z jej oczu, będzie cierpieć chłód igły. Biegnie, by zachować spokój", to ciary są niemożebne. I łezki, nie ma co ściemniać. Piękny utwór, fantastyczne wykonanie.

Następna w kolejce jest Sheryl Crow. Lubię damskie wokale i to bardzo. Sheryl poznałem oczywiście przy okazji wydanego w 1994 singla "All I Wanna Do" promującego album "Tuesday Night Music Club", ale uwiodła mnie dopiero przy "Run Baby Run". Przepiękna pieśń, ma dla mnie taki klimat trochę lat 70-tych, przez długi czas byłem zresztą święcie przekonany, że to cover jakiś i "ja już ją gdzieś słyszałem..." :) No i kobieta śliczna jest.


Nawet singla sobie nabyłem, bo na punkcie singli mam niewielkiego fioła. Ale o tym kiedy indziej.



Teraz znowu "Run Baby Run". Ale i utwór inny i wykonawca i tempo piosenki. No wszystko inne. Prócz tytułu. Zespół Garbage bardzo lubię i szanuję, głównie mi się to utrzymało z ich pierwszych dwóch płyt "Garbage" i "Version 2.0". Rewelacyjne granie, szczególnie na debiucie. Och, takie kawałki jak "Only Happy When It Rains" doskonale pasują często w mój nastrój, tak więc wielbię pasjami. Później niestety już było z nimi różnie i tym ich kolejnym płytom - mimo tego, że fajne - już brakuje tego niedefiniowalnego czegoś, co posiadały pierwsze dwa ich długograje. Mimo wszystko na każdej ich płycie udaje się znaleźć jakiś punkt jaśniejszy i ucha mile głaszczący (choć w ich wypadku właściwsze byłoby słowo "bijący"). Z czwartej płyty "Bleed Like Me" wydanej w 2005 roku, świetne gitarowe i jakże Garbage'owe granie - "Run Baby Run" to właśnie jedna z takich jasno świecących gwiazd. Idealne toto do samochodu. Do biegania może nieszczególnie :) Niesamowita Shirley Manson na wokalu. Nie mogę uwierzyć, że utwór ten nie dostał się na ichni składak typu "Best Of" - "Absolute Garbage". No, nieogarnialne to jest dla mnie.


Na koniec jedni z mych ulubieńców - Placebo. W oryginale "Running Up That Hill" wykonywała Kate Bush, więc powoływanie się w tym miejscu na wykonanie Placebo w oczach wielu może być traktowane jako zniewaga lub niemal bluźnierstwo. Nie dbam. Wykonanie Briana Molko i ekipy bardzo mi odpowiada, bardziej nawet niźli oryginał. Tekstowo i muzycznie bardzo pasuje do dotychczasowej twórczości Placebo. I maksymalnie atmosferycznie i złowieszczo brzmi na żywo. O czym zaświadczam, bom doznał.


Rzecz ukazała się na płycie "Covers" będącej dodatkiem do albumu "Sleeping With Ghosts"


A czy biegam? Bez tego bym raczej się o notkę tą nie pokusił. Teraz akurat trwa ten czas, że staram się biegać codziennie. Myślenie sobie nie za skomplikowane zapuścić przy tym. No i z tego myślenia takie oto wpisy się robią. Miłego czytania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz