piątek, 30 sierpnia 2013

Patrysia

Generalnie jest tak, że tematów na parę postów potencjalnych kisi mi się we łbie kilka i czekają na akceptację z mego własnego działu kontroli jakości (wymagań dużych niby nie ma, ale wydostać się czemukolwiek niełatwo jest) i już niby jest coś takiego, co wypuścić można i docyzelować w trakcie pisania, gdy nagle się coś innego wydarza. Jedzie człowiek na zakupy, przy okazji zahacza o MediaMarkt i znajduje płytę za 12.99 PLN. Płytę, z której - dodajmy - zna jedynie 1 (słownie: jeden) utwór. No i tak się właśnie zadziało. Pani nazywa się Patrycja Hilton, ale gawiedzi znana będzie zapewne bardziej pod swym pseudo artystycznym - Pati Yang. Pani Yang była już mi znana od lat (acz jedynie pieśni jej parę dane mi było słyszeć), bo i pierwsze miejsce "All That Is Thirst" na Liście Trójki się jej zdarzyło, i Depeszów supportowała w 2006 w Warszy, i parę razy gdzieś jej wideo do "Near To God" mi przeleciało na wizji. Nawet sobie jej płytę "Silent Treatment" sprawiłem tygodni temu parę (i znów - za 9.99 PLN - niech nikt mi nie wmawia, że nie można w Polsce kupić naprawdę dobrej muzyki za niewielkie pieniądze), acz nie wzbudziła we mnie ona jakiegoś szaleńczego entuzjazmu. Ot, fajna, bez szału jednakoż. Za to płyta, którą dziś nabyłem - "Wires And Sparks" z 2011 roku - o, to już inna bajka. 



Właśnie kończę przesłuchiwać ją po raz pierwszy i jestem zachwycony. Nie ma słabego momentu. Rewelacyjnie napisana i wyprodukowana muzyka. Kurczę, duma rozpiera, że to Polka. Szkoda, że płyta szalonym sukcesem się nie okazała, bo zasługuje na to w mych oczach. "Near To God", które znałem już wcześniej i które było impulsem do nabycia, jest w sumie chyba jednym z najsłabszych punktów płyty. Co w żadnym wypadku nie oznacza, że to słaby utwór, o nie. Proszę bardzo sobie sprawdzić:




Szalenie takie elektroniczne granie z wyraźną sekcją rytmiczną mi leży. Wiele kawałków i zagrań ma Pati na tej płycie takich, których by się na ten przykład Goldfrapp nie powstydzili. Tak jak w utworze "Let It Go" otwierającym płytę. Kupił mię on bez reszty, acz obawiałem się, że będzie trochę tak jak w "Silent Treatment" gdzie pierwszy utwór - "Soul For Me" - również mi się bardzo spodobał, ale cała płyta już tak średniawo. Tu jest inaczej, choć obawa, że tak świetnemu początkowi nie będzie w stanie chociaż dorównać pozostałe 9 utworów istniała. Płonna, jak się niemal 50 minut później okazało. Tak to się zaczęło (niestety, jako link a nie wbudowany w posta klip, gdyż wyszukiwarka bloggera nie znajduje wszystkich klipów na youtube):


Rewela ta płyta, tyle powiem. Bardzo takie granie lubię, a wokal Patrycji również jest świetny i doskonale do takiej elektroniki pasuje. Słabych momentów - jak już wspominałem - nie stwierdzono, każdy utwór mógłby być singlem i doskonale wydawnictwo promować, a taka sytuacja się często nie zdarza. "Revolution Baby" jest świetnym przykładem takiego kandydata na singiel:


Grzech za taką cenę tej płyty nie nabyć, jeśli muzyka się Wam podoba. Tym bardziej, że również i samo wydawnictwo jest w estetycznym digipacku zapakowane. Już wiem jaka płyta będzie mi towarzyszyła podczas przemierzania kilometrów moim bolidem. Zachwyconym.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz