Nie ma lekko zespół De/Vision - nie dość, że szerszemu gronu zapewne nie znany wcale, to jeszcze ci, którzy już czelność znać mają, przyszyli lat temu wiele mu łatkę klona Depeche Mode. Oszukiwać się nie ma co - tak właśnie zaczynali lat wstecz dobre ponad dwadzieścia, niemniej - lata minęły, styl wyewoluował, a łatka jakoś tak przez zasiedzenie się została...
De/Vision w zeszłym roku obchodzili ćwierćwiecze powstania swego, nic więc dziwnego, że płyt w tym czasie zdążyli napłodzić już naście, składak też niejeden mają na swym koncie. Ostatnie tego typu ichnie wydawnictwo światło dzienne ujrzało w 2006 roku, a że ostatnio w łapska swe dorwałem wersję winylową, to się popastwię, jak to tylko ja potrafię.
Płyta "Best Of..." w wersji CD różni się dość znacznie od wersji winylowej. Kompaktówka zawiera 2 płytki - na pierwszej podstawowy materiał, na drugiej remixy. Winylowa - analogowo :) - na pierwszej single, na drugiej remixy. Gdzież więc różnica? Ano, jak wiadomo - czarne płyty nie mieszczą tyle materiału, co ich młodsze i mniejsze cyfrowe rodzeństwo kompaktowe, zaszła więc konieczność zawartości nieco ociosania. Winylowa wersja "Best Of..." to w zasadzie takie trochę "Best Of Best Of" - wybrano na pierwszą płytę najlepsze 9 utworów z wersji kompaktowej, natomiast druga płyta to już unikatowe i specjalnie dla tej wersji wybrane remixy. Początkowo byłem nieco zaskoczony takim wyborem - skoro i tak wydają na dwóch winylach, to dlaczego nie zmieścić na nich całości materiału z pierwszej - podstawowej - płyty CD? W szaleństwie zapewne jakaś metoda tkwiła, wybrano bowiem naprawdę te najlepszości same. Pośród nich - promujący wydawnictwo i specjalnie na nie przygotowany utwór "Love Will Find A Way".
I to jest bardzo dobry utwór idealnie pokazujący w czym chłopaki z De/Vision są dobrzy. Przyjemny synth-pop na wysokim poziomie, często podszyty grubą nicią melancholii. Nic dziwnego, że fani DM podłapali szybko muzykę D/V - mnóstwo w tym syntezatorowej elektroniki, na początku lat dziewięćdziesiątych jeszcze bardziej przypominającej dokonania Martina Gore'a i spółki. W dodatku D/V pojawili się w momencie, gdy Depesze zaczęli swe płyty wydawać co 4 lata, więc był to idealny środek pozwalający przetrwać ten czas do następnego albumu DM. A z takimi utworami jak "I'm Not Dreaming Of You" nie było to znów aż takie trudne.
Zawsze się w takich momentach zastanawiam jak to jest, że taka muzyka nie przedarła się mocniej do świadomości ludzkiej, tylko egzystuje gdzieś na krańcach muzycznego świata, zapełniając niszę wariatom słuchającym elektroniki. Czyżby sama machina promocyjna miała aż takie znaczenie? Zdaję sobie sprawę, że muzyka elektroniczna wciąż nie jest najpopularniejsza w mainstreamie, ale na litość - toż to naprawdę całkiem niezłej (na klawiaturę pcha mi się uparcie słowo "solidnej") jakości pop. Przecież już Depesze grunt lata temu przygotowali dla tego typu muzyki wprowadzając ją na salony pod koniec lat osiemdziesiątych. No i dlaczego takie kawałki jak "The End" są znane wciąż nielicznym?
Świetna to płyta, bo zaiste upchnięto na niej to, co D/V najlepszego od czasu przedostatniej składanki upichcili. Obok tych nowszych rzeczy pojawiają się również i te starsze, jak pochodzące z końca lat dziewięćdziesiątych "Foreigner" i "Strange Affection" - tu już mam wrażenie, że przypominają Depeszów zdecydowanie bardziej.
Nad drugą płytą z remixami znęcał się nie będę, bo prawdę mówiąc szczególnością nie grzeszą. Ot, raz przesłuchałem, może jeszcze kiedyś do nich wrócę. Trochę mi tu właśnie brak jest dwóch rzeczy z drugiej płyty wydania kompaktowego "Best Of...": utworu "Still Unknown" w remixie Andrew Segi z zespołu Iris (o którym też pewnie za czas jakiś coś popiszę) - rzecz jest tak przepiękna (w popowej konwencji, rzecz jasna), że mocno mi emocjami szarpie i targa. Gdy to usłyszałem po raz pierwszy lat temu osiem, miałem na Winampie na ciągłym powtarzaniu. Do tej pory przeuwielbieniem darzę.
No, mieć to na tym winylu i już więcej nic nie chcę. No, prawie. Wspominałem bowiem o dwóch elementach na tej płycie, których brak mi szczególnie. Drugim z nich jest drugi specjalnie na ten składak przygotowany nowy utworu "Breathless". Ślicznie by było, no. Ale i tak jest bardzo piątka.
Sam bym pewnie jeszcze inaczej ułożył listę utworów bestówki De/Vision, bo twórczość ich znam całkiem niezgorzej i wiem doskonale jak wiele skarbów uszętom ciepłych się czai na ich płytach. Może kiedyś coś i o tym popiszę, bo mają chłopaki w swych zbiorach zaiste perły synth-popu.
A De/Vision w rok po wydaniu tejże "Best Of..." nagrali najlepszą moim zdaniem swoją płytę "Noob". Ale o tym to przy okazji gdzieś tam kiedyś...




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz